|
muzykai100innychnalogowblog Zaczynam upodabniać się do mojej mamy strona główna |
20:24:46 2008-05-14 Zaczynam upodabniać się do mojej mamyNiestety nie fizycznie, ale mentalnie. Wychodzi ze mnie kura domowa. Na długi weekend pojechaliśmy ze znajomymi opiekować się chałupą rodziców w Borach Tucholskich. Gotowałam obiadki dla 9 osób i odczuwałam wielką satysfakcję, że siedzę 2 godziny przy garach, a potem wszystkim smakuje. Któregoś wieczora nie mogłam usnąć wiedząc, że w domu jest rozpiździel, wstałam i wzięłam się za sprzątanie. Zaczęłam zalewać wodą naczynia po posiłku, żeby się nie przyklejały resztki. Przekonałam się do zmywania. Wysnułam nawet teorię, nad którą dyskutowaliśmy z Knypem chyba z pół godziny, że nie jest możliwe, żeby ktoś lepiej funkcjonował w chaosie niż we w miarę uporządkowanej przestrzeni, a jeśli tak twierdzi, to tylko usprawiedliwia swoje bałaganiarstwo. Przecież to słowa jakby wyjęte z ust mojej mamy. Gdzie się podziała osoba, która wkłada naczynia do zmywarki, jak nie ma już na czym zjeść obiadu? Jedno się nie zmieniło: tradycyjnie staram się zająć wszystkim, tylko nie tym, co najważniejsze - pisaniem pracy magisterskiej. Nie zrobiłam nic od lutego. Taaak wieeem, pracę magisterską można napisać w dwa tygodnie. Tylko jakoś nie chciałabym, żeby to były koniecznie ostatnie dwa tygodnie wakacji, a jak znam siebie, tak się to może skończyć. Na szybko, byle zdążyć w terminie. A przecież chciałam (i w dalszym ciągu chcę), żeby to była rzecz dopieszczona, coś, czym mogłabym się pochwalić. Coś, co moi znajomi chcieliby z zainteresowaniem przeczytać. "Zespoły folkowe jako przejaw inicjatyw artystycznych młodzieży nawiązujących do wielokulturowych tradycji folklorystycznych". Gdybym nie chciała pisać o czymś, co mnie interesuje, mogłabym wymyślić temat z bibliografią, którą ciężko byłoby zmieścić na rolce papieru toaletowego. Do tego dochodzą nieustanne myśli o tym, co dalej, że trzeba by się usamodzielnić. Na pewno jakieś studia, na pewno zaoczne, ale nie do końca wiem jeszcze jakie. Dylematy, czy szukać przyszłościowego zawodu, czy załapać się do roboty, z której w każdej chwili można zrezygnować i w każdej chwili do niej wrócić, nie zakotwiczając się nigdzie, raz do roku jechać za granicę zarobić na grubsze potrzeby, coś zobaczyć, poznać nowych ludzi. Jak Knyp. W tym roku do Szkocji. Wcześniej do Stanów. Nota bene zastanawiam się, jaka będzie ta nasza rozłąka. Po 11 miesiącach uzależniliśmy się trochę od siebie. Przyda nam się trochę dystansu. Dobrze nam jest ze sobą jak cholera. Mam wrażenie, że z każdym dniem coraz lepiej. Acha, zaraz po tym jak wyjechaliśmy z Borów rodzice musieli uśpić jedną z naszych suń. Były dwie, teraz jest już tylko jedna. Ta z miasta, ze schroniska. Wsiowa znajda miała niewydolnośc nerek. W środę, przed naszym wyjazdem zaczęła się dziwnie zachowywać, wieczorem nie chciała już jeść. W czwartek dostała antybiotyk. W piątek leżała napuchnięta pod kroplówką. W sobotę mama zadzwoniła, że musieli uśpić. Nie wiedziałam, że pustkę po zwierzętach odczuwa się tak samo. Dość. Idę się zrelaksować. W kuchni. a.
skomentuj (0) |