muzykai100innychnalogowblog



Uwaga - będzie ckliwie

strona główna

14:22:10 2008-02-25

Uwaga - będzie ckliwie



Wczoraj mnie olśniło. To, że blog w ostatnim czasie ogarnął zastój i gdyby nie był bytem wirtualnym obrósłby już pewnie mchem, stało się faktem. Tylko dlaczego właściwie odstawiłam pisanie?

Odpowiedź jest jedna. Gdybym miała zamieszczać tu posty pisane z potrzeby serca, to przeciętny czytelnik byłby narażony na atak mdłości. Jedyne co mi ostatnio chodzi po głowie to to, jak bardzo mi jest dobrze i jak fajnie rozwija się związek z Knypem. Przyjaciele już mają mnie dosyć, a sformułowanie "tak, wiem, jesteś zakochana i jest ci cudownie" słyszę nader często. W końcu może napiszę to, co mi chodzi po głowie raz i wszyscy będziemy mieli to za sobą.

Minęło 4 i pół roku odkąd się spotkaliśmy. 13 miesięcy odkąd zaczęliśmy się poznawać. 8 miesięcy i 9 dni od momentu, kiedy zupełnie niespodziewanie okazało się, że mamy na siebie ochotę i w łóżku dogadujemy się świetnie. Około 7 miesięcy, odkąd zaczęliśmy się prowadzać bardziej oficjalnie. Jakieś 3 miesiące, odkąd poziom naszego zaangażowania się wyrównał (wcześniej byłam o krok do przodu). 37 godzin od stwierdzenia, że nigdy jeszcze nie byliśmy tak szczęśliwi.

I faktycznie - nigdy wcześniej tak się nie czułam. Pierwszy raz w życiu jestem w do bólu normalnym związku, dokładnie takim, jaki sobie jakiś czas temu wymarzyłam. Niczego nie brakuje, niczego nie ma w nadmiarze, nikt nie oczekuje więcej, nikt nie daje z siebie mniej. Dajemy sobie oddech, przestrzeń, jednocześnie jesteśmy w ciągłym kontakcie. Nie odcięliśmy się od znajomych, imprez, normalnego życia. Nie przesłaniamy sobie obowiązków i wytyczonych celów, wręcz motywujemy się wzajemnie. Nie uwieszamy się na sobie, nie prowadzimy między sobą zawoalowanej gry. Przez cały ten czas ani razu się nie pokłóciliśmy. Docieramy się praktycznie bezboleśnie. Rozmawiamy, bardzo dużo rozmawiamy. Rozwijamy się. Kochamy.

Uff... To tyle. Wszystko co powyżej mogłabym jeszcze 1000 razy parafrazować i uzupełniać.
Tak jak wtedy, gdy po każdym orgazmie szukamy nowych słów, żeby opisać to, co do siebie czujemy.

Dam znać jak się coś zmieni. Mam nadzieję, że nieprędko. Tymczasem postaram się wrócić do regularnych zapisów obserwacji rzeczywistości.


a.

skomentuj (0)